poniedziałek, 23 lipca 2018

1. Kowboj i dama w opałach





Pierwszy rozdział dedykuję mojej wspaniałej przyjaciółce Wiktorii <3

Pierwszy rozdział dedykuję mojej wspaniałej przyjaciółce Wiktorii <3
****
Mężczyzna przekręcił się w średnio wygodnym łóżku, niechcący zrzucając z siebie kołdrę. Ruch spadającej pościeli zbudził go ze snu. Był bardzo czujny... Przynajmniej za takiego się uważał, bo jak wiemy pewna hakerka do cna wykorzystała jego nieomylną czujność. Przetarł sklejone oczy. Żałował jednak, że je otworzył, bo wraz z urazem wzroku od rażącego słońca za oknem, dopadł go równie nieprzyjemny ból głowy. Przeciągnął się, wstał, zasłonił okno i udał się do łazienki. Podczas chłodnego prysznica nawiedziły go przemyślenia. Czasami dopadało go poczucie winy, tak jak wczoraj w barze. Chociaż był naprawdę twardym gościem, to nawet tacy mają jakieś uczucia – nawet, jeśli głęboko je skrywają. Został sam. Był sierotą, który żeby przetrwać szmuglował nielegalną broń na terenie Ameryki. Jego gang złapany przez Overwatch został zamknięty, lecz on dostał drugą szansę – szansę zasilenia ich szeregów. Skorzystał z niej i od tej pory walczył i zabijał w imię dobra. Zyskał przyjaciół, których wraz z końcem Overwatch stracił. Był bardzo samotny, lecz nie czuł się z tym źle. Było po prostu ok.
Dziś ma spotkać się z szeryfem policji w Dorado. Dostanie zlecenie na schwytanie jakiegoś łobuza. Dzień, jak co dzień. Następnie ma plan polecieć do Europy spotkać się z Aleksandrą Zarianową, która wytłumaczy mu szczegóły kolejnej misji. Zanim jednak to nastąpi, kilka dni (bądź tygodni, w zależności od tego jak szybko znajdzie i zrealizuje cel) spędzi tutaj.
Popatrzył na siebie w lustrze.
- Chyba muszę się ogolić – stwierdził do własnego odbicia, gładząc się po zarośniętej brodzie.
- Ee tam i tak jesteś przystojny – odpowiedziało odbicie w lustrze z zawadiackim uśmiechem na ustach.
Z takim nastawieniem McCree opuścił motel.
****


Olivia nagle przebudziła się spadając z krzesła

Olivia nagle przebudziła się spadając z krzesła. Popatrzyła w około. Ciemne pomieszczenie bez okien, włączony komputer, wszechobecny bałagan i informacje o Jessim McCree na samym środku zimnej ściany. Tak, wciąż była w swojej kryjówce. Miała tutaj wszystko, czego potrzebuje – tyle przynajmniej ofiarował jej Szpon.
Po całej nocy studiowania życia kowboja w pewnym momencie musiała zasnąć. Uśmiechnęła się jednak na myśl, ile udało jej się osiągnąć. Otóż, Jesse McCree, lat 37, kawaler, aktualnie jest najlepszym na świecie łowcą nagród. Łowcą nagród, który wynajęty zostanie przez Katję Volskaję do schwytania jej. Ogólnie miał całkiem sporo za uszami. Były członek Zadymiarzy, gangu szmuglującego nielegalną broń i sprzęt wojskowy, były członek nielegalnej organizacji Blackwatch, która jest winna egzekucji na Antonio, przy okazji uśmiercając wielu żołnierzy Szponu. Osierocony przez kryzys omniczny.
- Hm, zupełnie tak jak ja – rzekła Sombra bez cienia emocji.
Znalazła jednak jedną, bardzo ważną rzecz. McCree, dzięki wpływom Overwatch, udało się odnaleźć swojego młodszego o 2 lata brata. Niestety niedługo nacieszyli się swoim towarzystwem, bowiem kilka miesięcy później, Will McCree umiera na zapalenie płuc. Wywiązała się jednak między nimi silna więź, dzięki której brat nie pomija Jessiego w swoim testamencie. Poza ofiarowaniem skromnego dorobku, prosi go, aby kontynuował poszukiwania jego narzeczonej. Amy Ramirez pewnego dnia wyszła i nie wróciła już do domu. Will resztę życia poświęcił poszukując jej, teraz miało to przełożenie na jego starszego brata. Sombrze, która ma taki dostęp do przepływu informacji, o jakim McCree mógłby tylko pomarzyć, niedługo zajęło dotarcie do tego co stało się z Amy. Kobieta uciekła od Willa do Europy na zabój zakochana w pewnym Niemcu i albo była tak tchórzliwa, że uciekła bez słowa, albo młodszy McCree nie był tak wspaniałym człowiekiem, jakby się mogło wydawać. W każdym razie z tego, czy innego powodu zmieniła tożsamość. Tak oto, Sombra znalazła czuły punkt śledzonego przystojniaka i wpadła na genialny pomysł. Uśmiechnęła się złowieszczo do zdjęcia Amy Ramirez.
- Muszę odwiedzić fryzjera – stwierdziła.
Zanim jednak wyszła na miasto w poszukiwaniu natychmiastowej wizyty fryzjerskiej, najpierw usunęła z Internetu wszelkie zdjęcia ślicznej blondynki.
****
Kowboj wkroczył do posterunku policji w Dorado. Krótko rozejrzał się po zatęchłych, obitych deskami ścianach. Posterunkowy uniósł brew na staroświecko ubranego mężczyznę. Zanim jednak zdążył się odezwać, zza jego pleców wyłonił się ktoś inny.
- O witam Panie McCree! – ku niemu z wyciągniętą ręką zbliżał się mężczyzna z mięsistym, siwym wąsem i wyjątkowo zachrypniętym, tubalnym głosem – Starszy aspirant Christian Chavez – rzekł ochoczo.
- Witam aspirancie – odpowiedział lekko zadziornie Jesse i odwzajemnił gest podania dłoni.
- Zapraszam do swojego biura – aspirant wskazał dłonią na mahoniowe drzwi.
Ruszyli więc, lecz nie wiedzieli, że jest z nimi jeszcze jeden gość.
Używając swojej zadziwiającej umiejętności jaką jest niewidzialność, Sombra wkradła się do biura Chaveza. Biuro wyglądało dużo przyjemniej niż główne pomieszczenie posterunku. Ciepłe, brązowe drewno na ścianach i takie same na podłodze, dużo okien przez które wpadało światło, jedna ściana wylepiona zdjęciami, mapami i listami gończymi oraz takie dodatki jak ogromne poroże nad drzwiami wejściowymi sprawiało naprawdę dobre wrażenie.
- Siadaj kowboju. Kawy, herbaty?
- Dzięki, nie trzeba – odpowiedział dając do zrozumienia, że przyszedł tu w konkretnym celu.
- Dobrze, a więc McCree – aspirant zaczął już bardziej rzeczowym tonem, zasiadając po drugiej stronie biurka – Twoim zadaniem będzie schwytanie głowy gangu Los Muertos.
Sombrze zabrakło tchu, wciągnęła dość głośno powietrze, ale natychmiast zasłoniła usta ręką. Jesse migiem obrócił się w jej stronę. Serce zabiło jej mocniej. „Czy to możliwe? Nie... Pomyśli że mu się wydawało". Zmrużył oczy, jeszcze chwile popatrzył się w tylko sobie znany punkt, po czym odwrócił się do Chaveza. Zanim ten zdążył zapytać, co tak zaalarmowało kowboja, on odezwał się pierwszy
- Martwy, żywy?
- Obojętne. Los Muertos już za długo terroryzuje to miasto. Ludzie stąd uciekają, bo są okradani, kobiety gwałcone, omniki bite aż do ostatniej śrubki – aspirant nie zauważył kiedy wstał.
Podszedł do regału z oznaczonymi literami szufladami. Wyjął plik dokumentów i rzucił nim na biurko w stronę Jessego. Sięgnął po teczkę. Kartkował dokumenty, a z każdą następną stroną wzbierały w nim coraz większe emocje. Zgrabiona piekarnia, otruta rodzina, dzieci, kobiety...
- Zajmę się tym – powiedział stanowczo – jeszcze dziś.
- Wspaniale. Ich szef nazywa się Antonio Gomez – podał mu jeszcze jeden dokument – tu jest wszystko, co o nim wiemy.
McCree spojrzał na samotną kartkę papieru – to właściwie niewiele – stwierdził wskazując palcem na nią.
Aspirant w odpowiedzi wzruszył przepraszająco ramionami, po czym znów wyciągnął pierwszy rękę.
- Dorado liczy na Ciebie – powiedział kurtuazyjnie.
- Hehe, nie zawiodę go – odpowiedział podając rękę.
- Cena nie gra roli...
- Dogadamy się po wykonanej robocie - przerwał mu.
Wychodząc przez drzwi Jesse jeszcze raz spojrzał się w stronę, z której dobiegł go dziwny odgłos. Sombra mogłaby przysiąc, że spojrzał jej prosto w oczy. Kiedy tylko wyszła za nimi przez drzwi, czym prędzej wybiegła z posterunku. Schowała się za winklem i upewniwszy się, że nikt nie zerka w jej stronę, zdjęła kamuflaż.
- No pięknie – rzekła gorączkowo.
Chodziła w tą i z powrotem, z dłonią przy ustach, zastanawiając się gorąco, jak powinna to rozegrać. A czasu miała niewiele. McCree stwierdził, że weźmie się za to od razu. Podskoczyła, gdy usłyszała dzwonek swojej komórki.
- Co tym razem? – zapytała oschle.
- Raport – odpowiedział męski, mroczny głos.
- Śledzę byłego agenta Overwatch. Twojego dawnego przyjaciela, Gabrielu – rzekła ironicznie.
- Kogo?
- Kowboja
- Wyeliminuj – odpowiedział Reyes, po czym się rozłączył.
Sombra zaśmiała się na głos. Wyeliminować? Kogoś, kto tak bardzo jest jej teraz przydatny? Jeszcze poczekasz Gabrielu, na pewno nie teraz. 
No dobrze... Teraz tylko kwestia, jak zbliżyć się do McCree. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że teraz poluje na głowę gangu, w którym niegdyś aktywnie działała. Zdradzenie go mocno naruszy jej bezpieczeństwo w Dorado. Musiała rozegrać to jakoś inaczej. Zakręciła na palec swój blond warkocz. Znów zaśmiała się głośno - „Wyglądam jak niewinna dziewczynka".
- Aha! – do jej głowy znów wpadł kolejny, genialny pomysł. W jej mózgu trybiki pracowały z taką intensywnością, że zdawało jej się, że je słyszy – Czas odegrać rolę kobiety w opałach.
Sombra dobrze wiedziała, gdzie McCree rozpocznie polowanie. Los Muertos miało swoje miejsce spotkań. Każdy wiedział gdzie, lecz nikt tam nie chodził. Jeżeli tylko wpadnie w odpowiednim czasie na kogoś nowego w gangu, kto jej nie rozpozna, jej plan powiedzie się.
****


Pod osłoną nocy, czarująco przystojny kowboj, udał się na ulicę Abasolo     

Pod osłoną nocy, czarująco przystojny kowboj, udał się na ulicę Abasolo. Z tego co mu wiadomo, gdzieś tutaj, wśród ubogiego osiedla, znajduje się miejsce spotkań Los Muertos. Powitała go grobowa cisza. Kilka latarni mrugało złowieszczo, z każdej strony patrzyły na niego namalowane fluorescencyjnym sprejem twarze i nawet księżyc na niebie zdawał się tutaj przygasać. Mijał opuszczone gospodarstwa i działalności. Gdzieniegdzie ciała zbitych omników. Dłuższej chwili poświęcił jedynie zrujnowanej piekarni "Panaderia Las Nieblas". Jak bardzo trzeba być spaczonym, żeby robić takie rzeczy? Okradać ludzi z dorobku, nawet dzieci; gwałty, zabójstwa. Ile razy on sam zabił? Nie sposób zliczyć. Wierzył jednak, że działa w słusznej sprawie. Jakby na potwierdzenie tej myśli coś się wydarzyło. Głośny, kobiecy krzyk natychmiast skupił całą jego uwagę. Wbiegł w prześwit, w którym troje mężczyzn, z twarzami wymalowanymi fluorescencyjną farbą napadali na kobietę. Jeden z nich dusił ją o ścianę, drugi ściągał ciuchy, trzeci stał na czatach i to on pierwszy dostrzegł McCree. Nie zdążył jednak nic powiedzieć reszcie gangu, ponieważ dostał prosto między oczy granatem błyskowym. Wszyscy troje, plus atakowana dziewczyna, oślepli na parę chwil. Duszący upuścił kobietę, która padła na ziemię i zamarła w bezruchu. Jesse wykorzystując ich zamroczenie, każdemu wypłacił po zdrowym prostym i sierpem na poprawkę.
- Spróbujcie do kogoś równego sobie. Oczywiście nie do mnie, ja jestem dla was za dobry -
- Zapłacisz za to! - krzyknął jedyny przytomny z nich próbując zebrać się z ziemi - Nasz szef ci tego nie popuści!
- Na to liczę - odpowiedział kpiąco i kopnął go z całej siły prosto w twarz.
Podczas, gdy nieprzytomni i zalani krwią gangsterzy leżeli bezwładnie, McCree podbiegł do kobiety. Wziął ją na ręce i wstał z zamiarem jak najszybszego dostarczenia jej służbom medycznym. Ku jego zdziwieniu, ta ocknęła się, objęła go wokół szyji i przytuliła policzkiem do niezbyt schludnego zarostu kowboja.
- Nic mi nie jest, mój bohaterze. Możesz mnie postawić - rzekła półgłosem.
Lekko zaaferowany jej bezpośredniością, delikatnie odstawił ją na ziemię.
- Dziękuję - uśmiechnęła się uwodzicielsko.
- Nie ma za co, pięknej pani. Ale musisz stąd natychmiast uciekać, zaraz może być ich więcej -
- O, nie zostawię mojego bohatera samego w potrzebie. Ja też umiem sobie radzić. I muszę się odwdzięczyć - znów uśmiechnęła się, ale tym razem jakoś tajemniczo.
McCree nie zdążył bezkompromisowo wrzucić jej do najbliżej taksówki. Ba! Nie mógł nawet nic odpowiedzieć, ponieważ wokół nich zgromadziła się cała banda Los Muertos. Większość trzymała kije bejsbolowe, w każdej chwili gotowi do ataku. Z szeregu, z krzywym uśmiechem wyszedł jeden z nich.
- Ostatnie życzenie, kowboju?


- Ostatnie życzenie, kowboju?     

****************
Jak oceniacie pierwszy rozdział? Czegoś za mało, za dużo? Akcja powoli będzie się rozkręcać, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz