poniedziałek, 23 lipca 2018

Prolog



Zupełnie niestrudzona faktem, że poluje na nią rosyjskie wojsko, Olivia (czy też niektórym bardziej znana pod pseudonimem Sombra), popijała właśnie czarnego Johny'ego Walkera w jednym z barów w miejscowości Dorado. Lokal obity brązowymi deskami, z ogromnym porożem nad ladą, obrazami ze starych westernów i okrągłymi stolikami w dzisiejsze święta świecił pustkami. Tylko nieliczni samotnicy udali się tutaj jakoś przetrwać ten czas. Przebywała w miejscu, w którym nie powinna się pokazywać. Zaśmiała się cicho pod nosem. To tutaj pogrążyła ogromny koncern energetyczny LumeriCo, tutaj działała nielegalnie w przestępczej grupie Los Muertos, tutaj była wystawiona na łatwy cel dla Aleksandry Zarianowej. Znów zaśmiała się, tym razem drwiąco – „Myślałaś Katjo, że się nie dowiem?". Sombra z pewną trudnością znalazła utajniony list gończy z jej podobizną - a gdzie zaczną się poszukiwania, jak nie w rodzinnym mieście? Można pomyśleć, że to samobójstwo, ale Olivia była na tyle arogancka i pewna siebie, że drwiła z niebezpieczeństwa. Czuła się najlepsza, niepokonana, nie do schwytania. Wyjęta spod prawa, poza kontrolą, szantażuje wpływowych ludzi dzięki swoim hakerskim umiejętnościom. Aktualnie, popijając bursztynowy płyn, planowała zemstę na swojej „przyjaciółce". „Myślisz, że jesteś ode mnie cwańsza, Katjo? Grubo się mylisz" – rozmyślała przeglądając holozdjęcia kilkuletniej córki Katji. Taaak, Sombra miała wiele za uszami, a wyrzuty sumienia były dla niej czymś zupełnie nieznanym. Nie mogła jednak równać się ze swoją partnerką broni – Amelią Lacroix, która poddana okropnym zabiegom i eksperymentom straciła człowieczeństwo. Wraz z nią, Sombra działa w tajnej, terrorystycznej organizacji o nazwie Szpon, mającej na celu zawładnięcie światem. Zamach na Katję Volskaję miał wykluczyć Rosję z udziału w wojnie. To się jednak nie udało dzięki sabotażowi Olivii – która miała w tym własny interes, nie żeby jej zależało na pokoju na świecie, czy czyimś życiu. Rzeczywistość zmuszała do wielu zabójstw, u niej jednak nie dało się dostrzec cienia skruchy. Nie tyczyło się to pijanego mężczyzny na drugim końcu baru. Ubrany jak typowy kowboj, raz po raz prosił barmana o dolewkę, w końcu zasypiając na ladzie. Sombra, zwróciwszy w końcu na niego swoją uwagę, zmarszczyła lekko czoło. Mogłaby przysiąc, ze gdzieś już go widziała. Wstała. Idąc w stronę łazienki, przelotem dyskretnie dotykając jego ramienia – i już miała podstawowe informacje. Zamknięta w kabinie, w skupieniu odczytywała informacje o mężczyźnie.

- No proszę – zaśmiała się drwiąco – Jesse McCree.


Jesse McCree, były agent Blackwatch i Overwatch. Niegdyś także szmugler nielegalnej broni.


- Ty też masz trochę na sumieniu – szepnęła, gdy dokopywała się do coraz ciemniejszych zakamarków jego przeszłości.


Przypomniała sobie również skąd go znała. McCree udaremnił Szponowi napad na pociąg przewożący odłamek dysku, który Sombra próbuje skompletować od kilku lat. Dysk ten ma pozwolić jej, jeszcze skuteczniej hakować rządowe zabezpieczenia. W jego mechanizm zostały wbudowane programy pozwalające przedrzeć się przez najnowsze antywirusy, a twórcami są najbliższy informatycy ONZ. Mogłaby wtedy zdobyć to, na co Szpon poluje od jakiegoś czasu – najważniejsze dane agentów Overwatch. Hakerka znów zaśmiała się – gdyby wiedział, że obok niego przez cały czas siedziała kobieta, odpowiedzialna za zamach na pociąg. Pewnie by ją zabił. Los jej sprzyja, że to ona zdemaskowała go pierwsza. Postanowiła to wykorzystać.
Jak gdyby nigdy nic, Sombra wróciła do baru, siadając tym razem obok McCree. On, zupełnie nieprzytomny, pochrapywał od czasu do czasu. Udając przed lekko zniesmaczonym barmanem, że chce obudzić pijanego mężczyznę, wsunęła mu swoją dłoń pod rękaw. Bawiąc się przy okazji włoskami na jego przedramieniu, zbierała jeszcze więcej jego danych, poprzez skanowanie DNA. Kowboj poruszył się niespokojnie. Sombra cofnęła rękę, którą szybko wypełniła szklanką z whisky. Spojrzał na nią, lecz udawała, że tego nie dostrzega sprawiając wrażenie pochłoniętej myślami – co faktycznie miało miejsce. Wyobrażała sobie, jak w swojej kryjówce dowiaduje się każdej najmniejszej rzeczy o mężczyźnie obok. Wyprostował się, przetarł oczy dłonią, rzucił jej ostatnie spojrzenie, po czym wstał.


- Halo, halo! A zapłaci to kto? – zwrócił się za nim barman.


Jesse odwrócił się i z pogardą rzucił na blat dolary.


- Reszty nie trzeba – wycharczał bez emocji i wyszedł.


Olivia wiedziała, że nie może go teraz zgubić. Musi wiedzieć, gdzie go szukać. Wyszła w chwilę po nim. Od razu uderzyło ją zimne, orzeźwiające powietrze. Rozejrzała się na lewo i prawo. Szedł lekko chwiejnym krokiem w sobie tylko znanym kierunku. Używając umiejętności niewidzialności udała się za nim całkowicie niezauważona, wcześniej zostawiając przed wejściem do baru swój translokator. Nietrudno było go śledzić - był jedyną żyjącą istotą podążającą ulicami Dorado. Po kilku chwilach śledzony jegomość skręcił w lewo, gdzie za zakrętem znajdował się motel. Sombra popatrzyła chwilę na baner obskurnej noclegowni. Jej myślom nasuwało się jedno rozwiązanie – on tutaj nie mieszka. Zatem, co tutaj robił? Translokator przeniósł ją z powrotem pod bar. Popatrzyła po opustoszałej i chłodnej ulicy. Nie poczuła nic, gdy przechodząc obok kamienic usłyszała rodzinne śpiewanie kolęd i zapach świeżo upieczonych ciasteczek. Nie poczuła nic na widok pięknie wystrojonej choinki na środku miejskiego rynku. Poczuła jedynie chęć dołączenia do byłych kompanów Los Muertos okradających właśnie piekarnię. Wiedziała jednak, że pakowanie się w kłopoty, jeszcze tak błahe jak chuligański rozbój, nie pomogą jej w jej planach. Cichym krokiem odeszła w stronę swojej podziemnej kryjówki niezauważona, a tam po kilku chwilach, cała ściana wyściełana była powiązaniami i informacjami na temat Jessego McCree.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz